czwartek, 27 lutego 2014

Dr Witold Mieszkowski na falach eteru

Rozmowa redaktora Adama Białczaka na antenie Katolickiego Radia Podlasie z Witoldem Mieszkowskim, Martą Mieszkowską i Elżbietą Sargowicką.
Słuchaj nagrania tutaj:

lub na portalu "Podlasie 24"     http://archiwum.radiopodlasie.pl/?p=22251







poniedziałek, 24 lutego 2014

Jan Sunderland – błędny rycerz fotografii wysokogórskiej.


     Niewielu mieszkańców Siedlec wie, że wybitny fotografik, prawnik,  malarz, esteta i krytyk sztuki Jan Sunderland wychował się w Siedlcach.
Ojciec Jana, Stanisław Sunderland – znany siedlecki adwokat - był przewodniczącym komitetu rodziców, których dzieci uczestniczyły w akcji strajkowej w 1905 roku oraz spiritus movens utworzenia Gimnazjum Podlaskiego.



 Jan Maurycy Sunderland przyszedł na świat 7 lutego 1891 roku  w Warszawie jako dziecko Stanisława i Cecylii z domu Rozengart. Mieszkał jednak i wychowywał się w Siedlcach. Matka Jana była pianistką, lubiła grać zwłaszcza nokturny i etiudy Fryderyka Chopina. Ojciec z wykształcenia prawnik, swoje wolne chwile poświęcał pasji malowania obrazów. Wakacje rodzina Sunderlandów spędzała na wyjazdach w kraju i za granicą. Jan miał wtedy wspaniałą okazję do poznania malarstwa w galerii drezdeńskiej, wiedeńskiej, berlińskiej i w paryskim Luwrze. Pierwsze nauki pobierał w domu, a następnie w latach 1901 – 1905 w gimnazjum rosyjskim mieszczącym się w budynku dzisiejszego Liceum Ogólnokształcącego im. hetmana Stanisława Żółkiewskiego u zbiegu ulic Asłanowicza i Konarskiego. 3 lutego 1905 roku Jan Sunderland wziął udział w strajku i został wraz z innymi usunięty ze szkoły. Ojciec Jana, Stanisław Sunderland – znany siedlecki adwokat - był działaczem komitetu rodziców, których dzieci uczestniczyły w akcji strajkowej. Ojciec był również jednym z inicjatorów utworzenia w Siedlcach polskiej szkoły od dyrekcją Tadeusza Radlińskiego. Jan Sunderland ukończył Gimnazjum Podlaskie w 1908 roku. Ponieważ szkoła ta, jako prywatna nie posiadała uprawnień do przeprowadzenia egzaminów maturalnych, Jan zdał eksternistycznie państwowy egzamin maturalny w Kaliszu w roku 1909. W latach 1909 – 1913 studiował prawo na Uniwersytecie Moskiewskim. Następnie podjął studia uzupełniające w Paryżu.Lata I wojny światowej spędził początkowo w Belgii (VIII-X 1914), następnie  w Wielkiej Brytanii (X 1914 – I 1918) i w Szwecji (II – V 1918).  W czerwcu 1918 roku wrócił do kraju i zamieszkał w Warszawie. Jego kariera prawnicza rozpoczęła się od aplikanta sądowego(1918 – 1919) poprzez urzędnika Prokuratorii Generalnej RP(1919 – 1923) aż do adwokata. W latach 1924 – 1935 był radcą prawnym Państwowego Monopolu Spirytusowego, a następnie Polskiego Monopolu Tytoniowego(1936 – 1939).Fotografią zainteresował się w 1917 roku podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. W czasie urlopów wyjeżdżał do Zakopanego. Chodził po górach, podziwiał piękno  Tatr, robił zdjęcia, spotykał się z góralami. Interesował się folklorem Podhalan, dlatego przy każdej sposobności fotografował ich oraz zapisywał treść piosenek i nuty. Uczył się gwary góralskiej. Potężne Tatry i Podhalanie wpływali na wrażliwą psychikę Jana Sunderlanda. Mocno wrósł w środowisko tatrzańskie, które przyjęto go do swojego grona.W 1928 roku przebywał w Wilnie, gdzie poznał mistrza fotografii ojczystej Jana Bułhaka. To spotkanie stanowiło moment zwrotny w twórczości fotograficznej Sunderlanda. W 1930 roku został członkiem Polskiego Towarzystwa Fotograficznego.
Pełnił liczne funkcje społeczne, był między innymi założycielem i członkiem zarządu Koła Siedlczan. W czasie zjazdów siedlczan sprawował funkcję skarbnika. Zajmował się także zbiórką pieniędzy na budowę pomnika w Iganiach.We wrześniu 1939 roku, uciekając przed nawałą hitlerowską przejechał trasę z Warszawy do Lwowa na rowerze. Po klęsce wrześniowej wrócił do Warszawy i 12 listopada 1939 roku został aresztowany jako zakładnik. Na szczęście uwolniono go. W lecie 1940 roku znalazł się w majątku Łętów w powiecie garwolińskim, gdzie spędził okupację, pełniąc funkcję buchaltera.
Po wojnie pracował nadal w charakterze radcy prawnego Polskiego Monopolu Tytoniowego. W 1947 roku został członkiem założycielem Polskiego Związku Artystów Fotografików, a w latach 1954 – 56 był radcą prawnym ZPAF.Kochał góry, poświęcił im wiele pięknych akwarel, wierszy i zdjęć. Pisał artykuły do "Świata Fotografii", "Fotografii" i "FOTO". Był krytykiem fotografii jedynym w swoim stylu starającym się „dostrzec iskierkę artyzmu w każdym człowieku, a dostrzeżoną próbował rozdmuchać w ognisty płomień”. Jego zdjęcia są urokliwe, pełne nastroju, odznaczają się piękną kompozycją i ukazują głębokie treści znaczeniowe obra­zu. Sunderland nazywał siebie „Błędnym Rycerzem Fotografii Wysokogórskiej”. Jego zdjęcia były reprodukowane w licznych publikacjach i eksponowane na wystawach zbiorowych od 1929 r. oraz indywidualnych od 1931 r. uzyskując liczne nagrody; fotografie znajdują się w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem, a część w rękach rodziny wraz z negatywami z okresu po 1945 r. (wcześniejsze zaginęły w czasie wojny). W Nowym Targu organizowany jest konkurs fotografii górskiej imienia Jana Sunderlanda. Był autorem licznych artykułów i książek: "Estetyka foto­grafii krajobrazu”(1958) i Portret artystyczny w fotografii” (1962). Posiadał tytuły: honorowy członek ZPAF, Excellence Honoraire FIAP (Międzynarodowej Organizacji Fotografii Artystycznej), Honorowy Fotograf Kra­joznawca Polski. Pozostał autorytetem dla wielu pokoleń fotografów polskich.
Przez całe życie utrzymywał kontakty z Siedlcami. Uczestniczył we wszystkich zjazdach absolwentów Gimnazjum i Liceum im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego. W 1976 roku urządził wystawę swoich prac w Siedlcach. Zmarł 3 września 1979 roku.


Oprac. Janusz Wilczyński



czwartek, 20 lutego 2014

Wspomnienia pana Jerzego Szczepańskiego.


    Podczas uroczystości rozpoczęcia nowego roku szkolnego 2013/2014 społeczność ILiceum Ogólnokształcącego im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego w Siedlcach gościła pana Jerzego Szczepańskiego - maturzystę naszej szkoły z 1950 roku.
     Pan Jerzy opowiedział o swoich przeżyciach podczas II wojny światowej.








Błogosławiony absolwent

 Błogosławiony ks. Ignacy Kłopotowski 1866 - 1931


  W latach 1877 – 83 Ignacy Kłopotowski uczył się w Męskim Klasycznym Gimnazjum w Siedlcach, czyli w dzisiejszym „Żółkiewskim”. 
Ks. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej, decyzją papieża Benedykta XVI został wyniesiony na ołtarze 19 czerwca 2005 r. w Warszawie podczas centralnych uroczystości Kongresu Eucharystycznego w naszej ojczyźnie wraz z ks. Bronisławem Markiewiczem, założycielem Zgromadzeń Świętego Michała Archanioła.
         Przez wszystkie lata kapłańskie wyróżniała go ogromna aktywność, niespotykana ofiarność w służbie człowiekowi, Kościołowi i Ojczyźnie. Głoszenie Ewangelii potwierdzał czynami miłosierdzia. Zasłynął jako opiekun ubogich. Założył szereg instytucji dobroczynnych: dom zarobkowy w Lublinie, szkołę rzemieślniczą, przytułek św. Antoniego dla kobiet z marginesu społecznego, sierocińce oraz domy dla starców. Narażając się, udzielał pomocy unitom. Był też inicjatorem założenia sieci szkół wiejskich, za co spotkały go represje ze strony władz rosyjskich. Do współpracy włączał różne zgromadzenia zakonne oraz ludzi świeckich. W archidiecezji warszawskiej aktywnie współpracował z Siostrami Miłosierdzia niosąc w różnych formach pomoc dla sierot i najbiedniejszych dzieci. Organizował też noclegownie dla bezdomnych.
         Nie zdarza się często, by szkoła mogła się szczycić tak wspaniałym absolwentem, tym bardziej więc powinniśmy czuć się dumni, ucząc się w tej samej placówce, do której uczęszczał błogosławiony ksiądz Kłopotowski, a jego życie poświęcone pomocy innym niech stanie się dla nas wszystkich wzorem do naśladowania.



wtorek, 18 lutego 2014

Wspomnienia majora Tadeusza Sobieszczaka

Wspomnienia majora Tadeusza Sobieszczaka z czasów nauki w Państwowym Gimnazjum im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego w Siedlcach.







Komandor Stanisław Mieszkowski


Publikuję wystąpienie, które pan dr Witold Mieszkowski wygłosił w czasie wizyty w Liceum Ogólnokształcącym im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego w Siedlcach.


Witold Mieszkowski    
                                      SIEDLCE  W  LISTOPADZIE  2013
         Właśnie minęła 90 rocznica dnia, w którym mój Ojciec komandor Stanisław Mieszkowski otrzymał w Siedlcach, w murach Waszej dostojnej Szkoły im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego - maturę. Do Siedlec już w niepodległej Polsce trafił wraz ze swoimi rodzicami i młodszym rodzeństwem po Wielkiej Wojnie, po wygnaniu ... aż na Ural i po dramatycznym powrocie całej rodziny z głębi Rosji do pozostającego jeszcze wiosną 1918 roku w rękach pruskich ojczystego kraju. Stąd właśnie, z siedleckiej Rozkoszy, jako siedemnastoletni ochotnik latem 1920 roku, wraz ze swym o rok młodszym bratem, (obaj uczniowie Waszej Szkoły) poszedł bronić południowej granicy jakże nieokrzepłej jeszcze naszej polskiej, ... dopiero co wywalczonej niepodległości.
         Ja  jednak  nie  będę  Wam  dużo  mówił  o tamtych jakże odległych czasach, o młodych latach mojego Ojca, później wybitnego artylerzysty morskiego i o jego służbie w Polskiej Marynarce Wojennej, o jego dowodzeniu grupą kanonierek w pierwszej bitwie morskiej II Wojny Światowej, a następnie o dowodzeniu przez niego kolejnymi dwoma odcinkami w obronie Helu - ostatniego już w roku 1939 skrawka wolnej polskiej ziemi. Nie będę też mówił o jego woldenberskiej niewoli i o naszym z moją Matką przeżyciu Powstania Warszawskiego w centrum burzonej i płonącej stolicy, ani o pierwszych dniach naszej pojałtańskiej ... zgrzebnej, powojennej rzeczywistości.
         Poproszony  bowiem  zostałem  o przedstawienie i scharakteryzowanie kolejnego  już odcinka jakże trudnej, polskiej historii kiedy to po strasznej wojnie - Ojca mojego, piastującego wówczas funkcję Dowódcy Floty, szarogęsząca się władza komunistyczna z inspiracji Stalina i służb NKWD wpierw udręczyła i bezpodstawnie zasądziła na śmierć, a następnie popełniła na nim w sposób szczególnie zbrodniczy morderstwo sądowe. Posłużyła się przy tym metodą, którą tysiące polskich oficerów poznało już w 1940 roku w Katyniu, Twerze i Charkowie.
         Wiosną  1956  powoli  przychodzi  odwilż polityczna, po której wielu zastraszonych Polaków spodziewało się trwałych zmian ... Ja wiedziałem wówczas już dobrze, że odwilż to nie zmiana materii rzeczy; ... to tylko zmiana stanu skupienia owej wciąż komunistycznej materii. W pełni zwasalizowana władza (na razie po cichu i jakże wybiórczo) przyznaje się do popełnianych zbrodni, (jedynie nazywając je eufemistycznie "wypaczeniami"). Po tzw. "rehabilitacji" pomordowanych Komandorów rodzina nasza formułuje pod adresem ówczesnych władz trzy zasadnicze  postulaty:
UKARANIE  OSÓB  ODPOWIEDZIALNYCH ZA  UMĘCZENIE  I  ŚMIERĆ OJCA,  O EKSHUMACJĘ JEGO ZWŁOK, a po odmowie jej przeprowadzenia - O WSPÓLNĄ, SYMBOLICZNĄ  MOGIŁĘ.
         Ponawiamy  następnie w PRL (już po "Październiku") owe zasadnicze nasze postulaty wielokrotnie i ... daremnie (!). Odwilż odchodzi niebawem w wieloletnią niepamięć. ... Przychodzi czas marazmu. Spora  liczba  tzw.  intelektualistów  i karierowiczów, aby ustawić się ponownie bliżej żłobu - zapisuje się do partii, lub zaczyna pracować dla bezpieki, a  nas  wciąż niepokornych i normalnie myślących Polaków spycha się sukcesywnie i konsekwentnie do szeregu obywateli drugiej kategorii. W 1970  roku  na  Wybrzeżu, jakże głośno i  przerażająco brzmieć nam będą w uszach straszne grudniowe, odzierające ostatecznie ze złudzeń socjalizmu ... serie z broni maszynowej na przystanku Gdynia Stocznia (!)
         Po  kolejnej  dekadzie i po krótkiej posierpniowej ułudzie solidarnościowej WOLNOŚCI, znów rozbrzmiewać będą grudniem 1981 odgłosy kolejnej partyjno-państwowej fali terroru, jaruzelsko-kiszczakowej soldateski; najgłośniej ... z kopalni "Wujek" i z Lubina, a dla mnie najstraszniej i najdotkliwiej wiać będzie grozą : z mętnych wiślanych wód Zalewu Włocławskiego, kryjących zwłoki naszego żoliborskiego wikarego - błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, i ... z powązkowskiej plebanii, równie bestialsko zamordowanego  księdza Stefana Niedzielaka !
         W końcu lat osiemdziesiątych, kiedy to już nie daje się dłużej ukrywać zbrodni komunistycznych po raz kolejny występuję do nowokształtującej się władzy publicznej w trzech dla naszej rodziny wciąż zasadniczych kwestiach:
         O uznanie KOMISJI BP KC PZPR, GZI MON, NPW, NSW -  ZA  ORGANIZACJE ZBRODNICZE; - niestety doczekaliśmy jedynie "grubej kreski" Mazowieckiego, ... i pokrętnych odpowiedzi (Prezesa SN Adama Strzembosza),
         O ekstradycje i osądzenie ZBRODNIARZY ... Tu liczne nazwiska ..., (raportu Szerera), brak kwalifikowania tych spraw jako zbrodni przeciw ludzkości (odpowiedź prok. Przyjemskiego z NPW). Jakże spóźnione i nieudolnie prowadzone sprawy St. Zarakowskiego - wpierw prok. St. Szustakiewicza, a następnie przez prok. mjr. B. Włodarczyka; nasze wystąpienie z Piotrem Ł. Andrzejewskim do NPW o aresztowanie Zarakowskiego;  ... Sprawa Kulika).
         O ekshumacje TRZECH STRACONYCH KOMANDORÓW ("Łączka" wnioski z protokółu Kosztirki i znowu ... kłamstwa NPW).  Odmowa ekshumacji - Prokuratura Apelacyjna (prok. Bogusław Michalski) w 1992. Udaje się jedynie siłami społecznymi postawić tu pomnik straconym.
         Dopiero po kolejnym dwudziestoleciu (sic !) III Rzeczypospolitej IPN ... w roku 2010 - prezes dr Janusz Kurtyka i dr. hab. Krzysztof Szwagrzyk uruchamiają wreszcie akcję ... "Łączka", w wyniku czego jesienią 2011 podpisano porozumienie między Trzema Panami K; (I etap ekshumacji - 2012, II etap - 2013). ... Na której bywamy stale i my ... całą naszą rodziną ... i Wy Żółkiewszczacy - siedleccy uczniowie, wespół za swymi nauczycielami.
         Dlaczego tak zabiegamy o III etap prac na Łączce, by nie porzucać już rozpoczętych dzięki postępowi w nauce (genetyce) prac i aby znalazły się wreszcie odpowiednie środki publiczne na "Łączkowe identyfikacje" i godne upamiętnienie tego świętego miejsca Polaków, ... gdzie pogrzebanych jest wielu bohaterów, a wśród nich : Kasznica, Dekutowski, Łupaszka, Pilecki, Fieldorf, Olechnowicz, a także Adamecki i Oborski, Mieszkowski i Przybyszewski.
         Publiczne środki finansowe, naszym zdaniem, powinny być kierowane bardziej na "Łączkę" (przecie to Pierwsza i najważniejsza pokomunistyczna Nekropolia Rzeczpospolitej !), ... niż na odnawianie i stawianie praskiego pomnika Czterech Śpiących Enkawudystów. Jeśli pani prezydent HGW jest w tej kwestii innego zdania niż nasze, to niech to powie głośno swoim wyborcom (!)  Wówczas na referendum o jej odwołanie może pofatyguje się parę tysięcy więcej normalnie i samodzielnie myślących warszawiaków (!)
         Dlaczego tak upieramy się, żeby odnaleźć doczesne szczątki naszych bohaterów, ... żeby ocalić pamięć naszych Wielkich Duchów ?  Dlaczego tam wciąż chodzimy ?  My z żoną, z dorosłymi już dziećmi i z naszymi ... wnuczętami ?
         Poeta Jarosław Marek Rymkiewicz bowiem poucza nas:  "... Rozmowa między żywymi, a zmarłymi jest warunkiem istnienia, warunkiem życia naszych Wielkich Duchów. I jest warunkiem naszego istnienia. (...)  Żyjemy o tyle, o ile zdołamy się skomunikować z naszymi zmarłymi: bo żyjemy tak, jak oni tego pragną, jak oni sobie życzą, jak oni nam każą.  I oni, nasi zmarli żyją o tyle, o ile zdołają skomunikować się z nami: bo żyją tak, jak my sobie życzymy, jak my pragniemy, jak my im każemy. Mówiąc inaczej: rozmowa między nami, a naszymi Wielkimi Duchami jest niezbędnym i wystarczającym warunkiem istnienia naszej kultury".

Siedlce, 21 listopada 2013.



Takie rzeczy to tylko w Żółkiewskim


„Miasto 44”

     Panie Elżbieta Sargowicka i Marta Warecka–Kuzyńska, polonistki z IV Liceum im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego, zorganizowały wycieczkę dla uczniów klasy 2c na plan filmu „Miasto 44”. 
     W  Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie panie charakteryzatorki tak oto upodobniły statystów z Siedlec do żołnierzy „Szarych Szeregów”.






















niedziela, 9 lutego 2014

Genius Loci

                                                     Tego widoku z okna już nie ma.


Genius Loci

Genius loci to przestrzeń mentalna i rzeczywista, w której wyzwala się pozytywna  energia. Jeżeli nie chcemy stworzyć społeczeństwa ludzi bogatych, lecz wyobcowanych,  nastawionych konsumpcyjnie, zunifikowanych i zdehumanizowanych to nie należy ignorować  oddziaływania ducha  tej 170- letniej szkoły.
Pojęcie genius loci  odnosi się jak najbardziej do budynku Liceum im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego, posiadającego tę unikatową aurę. Jest to istotny element tożsamości Siedlec. Budynek funkcjonuje jako miejsce obdarzone duchem opiekuńczym, tylko  w sytuacji gdy mieści się tam szkoła, w innym przypadku oddziaływanie miejsca jest ograniczone lub obiekt staje się jedynie materią, stertą cegieł, ruiną.
Jeżeli w gmachu mieściła się szkoła od 1844 roku, to należy uczynić wszystko, by nadal tam istniała. Jeżeli uważamy ,że genius loci jest wymysłem chorych umysłów to należy przywołać przykład Krakowa i Lwowa. Pierwszy to miasto z zachowaną strukturą społeczną, a drugie jest pozbawione tej społeczności, która ukształtowała miasto. Lwów to miasto duchów lecz nie mających mocy twórczej. Więc nie jest obojętne co mieści się w budynku Żółkiewskiego siedziba jakiegoś przedsiębiorstwa czy szkoła, choćby pracownicy tej firmy byli nadzwyczaj kulturalni.
Tu nie tylko nauczano i uczono się, ale również bito się o niepodległość Polski, o prawo modlitwy w języku Ojców, o polską szkołę, o zachowanie imienia patrona Kanclerza i Hetmana Wielkiego Koronnego Stanisława Żółkiewskiego, zwycięzcy spod Kłuszyna, pogromcy Szwedów, Moskali i Turków, dziada króla Polski Jana III Sobieskiego. Budynek jest przepełniony pozytywną energią historii, przyjaźni nauce, pamięci zdarzeń i ludzi.
Ci ludzie to między innymi:
Jan Frankowski, przywódca strajku szkolnego z 1905 roku, po drugiej wojnie światowej  dyrektor muzeum w Kołobrzegu;
Józef Mikulski, nauczyciel geografii, wybitny regionalista; społecznik, organizator ekspozycji muzealnych związanych z Podlasiem;
Tadeusz Moniewski, nauczyciel, dyrektor Muzeum Ziemi Siedleckiej w latach 1928-1930, autor pierwszego przewodnika po Siedlcach, po roku 1930 obejmuje stanowisko dyrektora  gimnazjum im. Stanisława Staszica w Lublinie;
Janusz Obodowski, polityk, dyplomata, publicysta, matura 1950, w latach 1980-81 - minister pracy, płacy i polityki socjalnej; od lipca 1981 wicepremier;
Prof. Wojciech Ratyński, matura 1950, wybitny polski fizyk jądrowy;
Prof. Adam Sobiczewski, światowej sławy fizyk, laureat Nagrody FNP w 1995 r.(polski Nobel), Kierownik Katedry Teorii Fizyki Jądrowej PW;
Antoni Winter, matura 1930, nauczyciel, historyk, regionalista, autor jedynej monografii „Dzieje Siedlec”;
Janina Saturnina Woszczerowicz, (siostra Jacka) nauczycielka chemii, od 1949 profesor   Politechniki Warszawskiej,
Robert Rogalski, znany aktor teatralny i filmowy;
Antoni Ponikowski,  minister i premier rządu RP;
Prof. Eugeniusz Frankowski, archeolog, iberysta, baskolog, dyrektor Muzeum Etnograficznego w Warszawie;
 Jacek Woszczerowicz,  wybitny aktor teatralny i filmowy;
Wiktor Ambroziewicz , dyrektor Państwowego Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie, a następnie kurator Okręgu Szkolnego Warszawskiego;
Stefan Henryk Bereza, kompozytor
Jan Tomasz Gorzechowski,  generał, od 1928 roku Komendant Główny Straży Granicznej;
Władysław Kamiński, poseł na Sejm, następnie senator RP i wojewoda wileński(zginął pod Monte Cassino);
Bohdan Korzeniewski, reżyser, teoretyk teatru, po II wojnie światowej dziekan Wydziału Reżyserii PWST w Łodzi i Warszawie;
Jan Ignacy Modrzewski, lekarz, chirurg, poseł na Sejm, a później senator RP;
Aleksander Serwacy Niedbalski, nauczyciel, poseł na Sejm RP, sekretarz premiera Witosa;
Marian Piesiewicz, wybitny adwokat warszawski, (jego syn Krzysztof to senator Rzeczypospolitej Polskiej, adwokat i znany scenarzysta filmów Kieślowskiego);
Jan Sunderland, prawnik, radca prawny Monopolu Tytoniowego, malarz, poeta,  fotografik, krytyk sztuki, publicysta, członek Fotoklubu Polskiego;
Jan Komar, nauczyciel rysunku,  autor projektu  Pomnika Niepodległości, Pomnika Wolności i  kopca ku czci Józefa Piłsudskiego. 
Józef Skłodowski, dyrektor w latach 1849 – 1851, a następnie dyrektor gimnazjum w Lublinie, dziadek Marii Skłodowskiej-Curie.
Władysław Skłodowski, uczeń szkoły w latach 1844 – 1847 – ojciec noblistki.
Leon Wyczółkowski uczeń gimnazjum w roku 1863, wybitny artysta malarz.
Adolf Szelążek matura 1883, biskup wołyński.
Błogosławiony ks. Ignacy Kłopotowski, założył Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Loretańskiej.
Stanisław Mieszkowski - uczeń-ochotnik wojny 1920 roku, maturzysta (1923); oficer zawodowy Polskiej Marynarki Wojennej; dowódca grupy kanonierek i obrońca Helu (1939); po wojnie twórca i komendant Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej na Oksywiu. Jako komandor, dowódca floty, terrorysycznie aresztowany przez reżim komunistyczny, skazany i bestialsko zamordowany w więzieniu Mokotowskim (1952); pogrzebany anonimowo, prawdopodobnie na powązkowskiej "Łączce." 
Czesław Kamiński, nauczyciel, w okresie 1932 – 1939, harcmistrz, pełnił funkcję Komendanta Hufca w Siedlcach. Zamordowany przez Niemców  w KL Hossenburg w 1943 roku.
Aleksasnder Głowacki (Bolesław Prus) – uczeń szkoły w roku  1862 roku, pisarz
Zygmunt Urbanowicz, uczeń liceum w latach pięćdziesiątych, poeta i malarz, laureat „Aleksandrii”


Oprac. Janusz Wilczyński



„Ceterum  censeo  Carthaginem  esse delendam”
                                                                                                       Marcus Porcius Cato
    

                                                                                     



Tylko prawda jest ciekawa

                                      Olga Supryn klasa IID
Praca wyróżniona w konkursie pt.
„Tylko prawda jest ciekawa”
temat: „Opowiem ci o Komandorze”

     Pewnego dnia, jak co tydzień wnuki poprosiły mnie o opowiedzenie im   jakiejś ciekawej historii.
-Dziadku, opowiedz nam coś o czasach, gdy byłeś mały!
-A o czym chcecie posłuchać?- spytałem.
-O kimś, kto znacząco zasłużył się dla Polski.
-I miał niezwykłe życie...
-I został bohaterem!
-W takim razie posłuchajcie opowieści o Komandorze Stanisławie Mieszkowskim.
I wtedy zacząłem opowiadać...    
     Komandor Stanisław Mieszkowski urodził się 17 czerwca 1903 roku w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie chodził do gimnazjum. Później uczył się w Pabianicach, był także harcerzem, czego dowiedziałem się od niego, gdy przeniósł się do Gimnazjum im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego w Siedlcach. Ja też tam uczęszczałem, do starszej o rok klasy, a dzięki przypadkowi poznaliśmy się i zostaliśmy przyjaciółmi. Jednak w 1919 roku rozpoczęła się wojna polsko-bolszewicka. Obaj wstąpiliśmy ochotniczo w szeregi Wojska Polskiego, aby walczyć o wolność Polski
-naszej umiłowanej ojczyzny. Zostaliśmy przydzieleni razem do jednostki piechoty, skąd trafiliśmy na front czeski w skład 22 Pułku Piechoty,
a przeżycia wojenne scementowały naszą przyjaźń. Szczęśliwie udało nam się wyjść bez uszczerbku z walk, lecz po zakończeniu działań wojennych nasze drogi się rozeszły. On wrócił do Siedlec, a ja wyjechałem do Warszawy. 
     Pisaliśmy jednak do siebie listy, z których dowiedziałem się, że w 1923 roku zdał maturę w Siedlcach i wkrótce po tym wstąpił na Kurs Unitarny Piechoty w Warszawie. Przerwał jednak szkolenie i zdał egzamin konkursowy do Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Toruniu, a w 1927 zakończył naukę i otrzymał promocje oficerską w Korpusie Morskim. Jakaż duma emanowała z jego listów do mnie! Jednak nie zakończył jeszcze wtedy edukacji, ponieważ został również absolwentem szkoły oficerów artylerii morskiej "Ecole des officers canonniers" w Tulonie we Francji, którą ukończył w 1930. Podziwiałem jego wolę nauki, ale sam niestety nie ukończyłem żadnej szkoły wojskowej.
     W tym czasie urwał się nasz kontakt, ponieważ przeprowadziłem się do małej wsi pod Warszawą. Od przyjaciół przebywających w Gdańsku dowiedziałem się, że Stanisław odbywał służbę (jako oficer) na różnych statkach, a w 1933 został nawet I oficerem artylerii niszczyciela ORP Burza.
     Nasze kolejne spotkanie nastąpiło w Warszawie. Na początku Stanisław nie wiedział z kim rozmawia -nie widzieliśmy się przecież przez kilka lat,  jednak ja rozpoznałem go od razu. W trakcie rozmowy powiedział mi, że pracuje w Kierownictwie Marynarki Wojennej i zajmuje tam etat kierownika Referatu Broni Szefostwa Artylerii i Służby Uzbrojenia. Obiecałem, że niedługo go odwiedzę, jednak z powodów rodzinnych (moja mama a wasza prababcia Aniela ciężko zachorowała) zrobiłem to dopiero w 1936. Mój przyjaciel był już wtedy oficerem artylerii w Dowództwie Floty, a w niedługim czasie po moim przyjeździe do niego, do Gdyni, wyjechał do Francji, aby nadzorować budowę stawiacza min ORP "Gryf" w Hawrze. Z kolei rok później został I oficerem artylerii w pierwszych załogach niszczycieli OORP "Grom" i "Błyskawica" oraz dowódcą Oddziału Podchorążych Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej. O jego dalszych losach dowiadywałem się już z listów.
     Kiedy pierwszego września 1939 roku usłyszałem w radiu, że Niemcy zaatakowali Polskę, nie mogłem w to uwierzyć. Mimo że wiele symptomów wskazywało na to, że konflikt wkrótce wybuchnie, nie spodziewaliśmy się ataku obydwu sąsiadów. Liczyliśmy na to, że zdążymy lepiej przygotować się do odparcia agresji. Wierzyliśmy w to, że sojusznicy nam pomogą, jednak z upływem dni ta wiara malała, aż w końcu zgasła całkowicie.
            Druga wojna światowa rozpoczęła się natarciem na polskie Wybrzeże, gdzie Stanisław Mieszkowski zasłynął jako nadzwyczajny dowódca, broniący ojczyzny. Opiekował się swoimi podwładnymi najlepiej jak umiał. Był niezwykle walecznym i rozsądnym żołnierzem. Potrafił jednak sprawić, że marynarze poszliby za nim w ogień. Był niezwykle skuteczny i opierał się siłom wroga przez długi czas. Niestety  wobec przeważających wojsk nieprzyjaciela jego jednostka była zmuszona się poddać. Jednak po kapitulacji Półwyspu Helskiego dostał się do niewoli niemieckiej, o czym doniosła mi ciotka z Gdyni.
     Czasy wojny były bardzo ciężkie. Nie ruszyłem na front z powodu płonicy, na którą zachorowałem dwa dni przed wybuchem wojny. Jednak  już kilka tygodni później, już pod okupacją niemiecką roznosiłem w Warszawie ulotki polskiego podziemia otrzymane od jednego z członków AK. Chciałem przynajmniej w ten sposób pomóc Polsce w oswobodzeniu się z niewoli. W tym samym czasie mój najbliższy przyjaciel, Mieszkowski znajdował się w oflagach, a w trakcie przebywania w nich wykładał artylerię i język rosyjski. Podtrzymywał ducha wśród żołnierzy i 
troszczył się o słabszych. Starał się pomagać w czym tylko mógł i był wzorem dla reszty jeńców. Zarażał wszystkich wiarą, że wojna wkrótce się skończy i wszyscy wrócą do domu, do swoich rodzin i będą mogli pracować na rzecz wolnej i niepodległej Polski. 
     W 1945 roku po wielu trudach i walkach zakończyła się II wojna światowa, z której większość naszej rodziny (w tym ja sam) uszła cało. W tym samym roku, po wyjściu z oflagu Mieszkowski zdecydował się powrócić na Wybrzeże, gdzie między innymi organizował Oficerską Szkołę Marynarki Wojennej w Gdyni. Co jakiś czas miałem okazję przeczytać jeden z jego licznych artykułów o siłach morskich w takich pismach jak Bellona, Marynarz Polski, Polska Zbrojna, czy Przegląd Morski. W latach 1947-1949 ponadto pełnił funkcję Szefa Sztabu Głównego Marynarki Wojennej.
    
     Pewnie moje życie toczyłoby się dawnym, przedwojennym trybem -mimo wielu zmian jakie zaszły, starałem się żyć normalnie- gdyby nie to, że  20 października 1950 otrzymałem tragiczną wiadomość: mój przyjaciel został aresztowany przez funkcjonariuszy Głównego Zarządu Informacji MON. Mimo starań o uwolnienie, Komandor został udręczony w dwa lata trwającym brutalnym śledztwie, a 21 lipca 1952 skazany przez Najwyższy Sąd Wojskowy na karę śmierci pod fałszywymi zarzutami działalności szpiegowskiej. Wraz z nim ukarani zostali w tym samym procesie: kmdr por. Robert Kasperski, kmdr por. Zbigniew Przybyszewski, kmdr Jerzy Staniewicz, i Marian Wojcieszek. Wyrok wykonano w Więzieniu Mokotowskim w Warszawie 16 grudnia 1952. Był to bardzo smutny dzień w moim życiu, ponieważ tragicznie zginął mój najbliższy przyjaciel; byłem pogrążony w rozpaczy po jego śmierci. Niestety, nie poznałem (tak jak i inni) prawdziwego miejsca jego pochówku. Aby się pomodlić w jego intencji przychodziłem na  symboliczny grób na Powązkach w Kwaterze „Na łączce”.
     Cztery lata później jego postać została zrehabilitowana- decyzją z 24 kwietnia Naczelny Sąd Wojskowy wznowił postępowanie i uchylił wyrok z 1952, stwierdzając całkowitą niewinność skazanych. Naród polski nie zapomniał o jego bohaterstwie- w 1984 poświęcono tablicę jego pamięci w kościele św. Michała Archanioła w Gdyni-Oksywiu. W 2003 imieniem Komandora nazwano skwer w Kołobrzegu, a w 2007 odsłonięto tam także jego pomnik, autorstwa rzeźbiarza Romualda Wiśniewskiego. Otrzymał  również wiele orderów i medali, niektóre już pośmiertnie, m. in. Order Krzyża Grunwaldu III klasy, Srebrny Krzyż Zasługi, Medal Zwycięstwa i Wolności oraz Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Bardzo cieszą mnie te dowody pamięci i uznania dla mojego przyjaciela, który dokonał wiele dla Polski.
   Niezwykła opowieść spodobała się moim wnukom, bardzo zainteresowanym losami Komandora i sytuacją w Polsce za jego życia. Mam nadzieję, że pamięć o Komandorze Stanisławie Mieszkowskim, jako wielkim protagoniście polskim przetrwa próbę czasu, tak aby przyszłe pokolenia także usłyszały o nim i jego dokonaniach.